RSS
piątek, 25 stycznia 2013

DJ Ashba mało przekonująco tłumaczy spóźnienia Gunsów - fot. Ethan MillerDlaczego koncerty Guns N' Roses zaczynają się z dwu-, trzygodzinnym poślizgiem?

Ci, którzy wybrali się na "Gunsów" do Rybnika w 2012 roku, doskonale zdają sobie sprawę, w czym rzecz.

Właściwie każdy koncert słynnego zespołu zaczyna się z solidnym (żeby nie napisać - skandalicznym) poślizgiem. Organizator polskiego koncertu już przed występem szczerze zapowiadał, że nie wiadomo, o której Gunsi łaskawie zjawią się na scenie.

Winę najczęściej zrzuca się na kapryśnego Axla Rose'a, frontmana grupy, który ponoć wychodzi do publiczności wtedy, kiedy ma na to ochotę.

Guns N' Roses są za takie zachowanie ostro krytykowani przez własnych fanów; zdarzało się, że na koncertach widzowie obrzucali zespół plastikowymi butelkami, gwizdali czy po prostu wychodzili.

Gitarzysta Gunsów - DJ Ashba - postanowił wziąć swój zespół w obronę.

"Mamy ogromną instalację, dużo pirotechniki, więc często jest to kwestia rozmieszczenia wszystkich elementów" - tak muzyk tłumaczy spóźnienia grupy.

"Naszym priorytetem numer jeden jest bezpieczeństwo koncertów. Krytyka fanów nas boli, bo nie robimy tego celowo. Chcemy wyjść i dać fanom show, którego nie zapomną do końca życia. Doskonale zdajemy sobie sprawę, ile płacą za bilety" - podkreśla DJ Ashba.

Gitarzysta postanowił przy okazji nakreślić nieco inny od powszechnie przyjętego obraz Axla Rose'a.

"Ludzie mówią, że jest dupkiem, ale każdy może być dupkiem, kiedy ma zły dzień. Ludzie nie wiedzą, jak zabawnym jest człowiekiem, zawsze dowcipkuje i opowiada historie, przy których wszyscy zrywają boki. Chciałbym, żeby świat mógł zobaczyć również i tę stronę Axla, odmienną od tego, co sobie wszyscy wyobrażają" - podlizuje się "szefowi" gitarzysta.

Czy te PR-owskie zabiegi naprawią nadszarpniętą reputację Guns N' Roses? Wydaje się, że o ile w dzisiejszych czasach jest miejsce na dobry skandal, to na brak profesjonalizmu już nie...

czwartek, 24 stycznia 2013

Axl Rose posiada reputacje jednego z najbardziej skomplikowanych wokalistów rockowych.
Przed laty, wokalista zwolnił muzyków z oryginalnego składu, w tym założyciela i gitarzystę Slasha.


Mimo iż grupa nigdy oficjalnie się nie rozpadła, Rose odmówił udziału we wprowadzeniu Guns N' Roses do Rock N' Roll Hall Of Fame w zeszłym roku
Artysta znany jest z szalenia na scenie i opóźniania koncertów – I 50-cio letnia gwiazda rzadko daje wywiady.
Guns N' Roses przygotowuje się do występów w Australii, i gitarzysta DJ Ashba twierdzi, że świat ma złe wyobrażenie o Axlu.

"Myślę, że masa ludzi i prasa próbuje wysadzić to i mówią, że jest dupkiem, ale każdy może być dupkiem, jeśli trafisz na jego zły dzień” powiedział Ashba.
"Po pierwsze to ludzie nie wydają się zainteresowani nim, kiedy się autentycznie śmieje, opowiada dowcipy, historie i rozbawia ludzi.
"Zawsze powtarzam, że jeśli nie zostałby muzykiem, mógłby być komikiem. Chciałbym, żeby świat mógł zobaczyć go z tej właśnie strony, ponieważ jest to przeciwieństwo tego, co ludzie o nim myślą”

Kolejnym pospolitym mitem jest to, że Rose, jedyny członek pierwotnego GNR, są jego autokratyczne wybryki, którymi przeciąga struny.
Obecni członkowie jego zespołu: Dizzy Reed, Tommy Stinson, Chris Pitman, Richard Fortus, Ron "Bumblefoot" Thal oraz Frank Ferrer – zachęcają go to stworzenia czegoś nowego, mówi Ashba.
"Axl jest w miejscu gdzie nie musi być 'cool' ze swoim zespołem, ale traktuje nas jak złoto.
"Pozwala nam pisać własne solówki, i daje każdemu czas na zaprezentowanie się na scenie i myślę, że to wystarczająco dużo o nim mówi”
"Nie problemu z dzieleniem się reflektorami, właściwie, on to lubi – inaczej to on udzielałby wywiadu, nie ja.”

Australijcy fani mogą spodziewać się trzygodzinnych koncertów z utworami z każdego albumu Guns N' Roses, kiedy odwiedzą ich w marcu, poza tym coverów AC/DC, Pink Floyd czy Rolling Stones, oraz 'Live And Let Die' Wings i 'Knocking on Heavens Door' Boba Dylana.
Ich ostatni album Chinese Democracy był prawdopodobnie najdroższym ($14 mln) i najdłużej tworzonym (ponad 10 lat) albumem wszech czasów, ale nie udało mu się wybić tak jak poprzednikom. Wydany został w 2008 roku.
Guns N' Roses solidnie koncertuje, piosenki takie jak Catcher In The Rye, Madagascar czy This I Love dobrze zgrywają się z pozostałymi klasykami.
„Dołączyłem po wydaniu Chinese Democracy i zobaczyłem wielką różnicę przez ostatnie cztery lata jak fani reagują na te piosenki” mówi Ashba
"Dużo ludzi śpiewa je, teraz są bardziej znajome”
Kiedy część fanów ucieszyła się z powrótu Guns N' Roses, inni byli sfrustrowani ze względu na upływający czas zespołu. Kilka setów w ostatnich latach kończyło się wcześniej z powodu spóźnionień.

Ashba nalega, że opóźnienia były spowodowane problemami technicznymi, a nie arogancją wokalisty, wyjaśnia, że zespół 100 ludzi koordynuje show za kulisami.
„Mamy wielką choreografię i pirotechnikę, więc często jest to montowane na miejscu. Najważniejsze, to żeby wszystko było bezpieczne.”
Rozumie dlaczego fani są źli i wylewają swoją złość na scenie i w mediach
"To niszczy nas jako zespół, ponieważ nie robimy nic w tym celu.
"Naszym głównym celem jest iść i dać fanom show, którego nigdy nie zapomną i rozumiemy, jak drogie są bilety.
"Bierzemy to pod uwagę i kiedy gramy na scenie, prawie niemożliwym jest zdjąć nas stamtąd”
Kolejna trasa się skonczy, Guns N' Roses skupią się na pracy nad siódmym albumem.
Pomimo dziesiątek utworów w ostrym stylu, zespół się nie spieszy – ale nie chcą opóźniać tego o kolejną dekadę.
"To nie będzie kolejne Chinese Democracy ale znów się nie spieszymy, żeby nie wyszły z tego kiepskie nagrania” stwierdził Ashba.
"Chcemy włożyć w to nasze serca i dusze”
Trasa Guns N' Roses z supportującym ZZ Top i Rose Tattoo w marcu 9-20.

wtorek, 22 stycznia 2013

W tym roku doczekamy się koncertowego filmu Guns N' Roses nakręconego w technice 3D. Film będzie dokumentował koncert formacji, jaki odbył się 21 listopada w Las Vegas w ramach kilkunastodniowej rezydencji w stolicy rozrywki pod hasłem "Appetite for Democracy".

Za produkcję obrazu będzie odpowiedzialna firma Rock Fuel Media.

Pod tym adresem można zobaczyć fragment dzieła, w którym kapela wykonuje "Paradise City".

Film poza dystrybucją kinową, doczeka się prezentacji w telewizji, a także wydania na DVD.

Dyskografię zespołu zamyka longplay "Chinese Democracy" z listopada 2008 roku.

poniedziałek, 21 stycznia 2013

Dzisiaj napływają do nas fantastyczne wiadomości z obozu Anti Tank Nun. 13 lutego zespół pojawi się w katowickim Spodku jako support Slasha - jednego z najlepszych gitarzystów na świecie! Muzycy wprost nie mogą się doczekać koncertu przed tak dużą publiką tym bardziej, że Slash pojawi się w Polsce po raz pierwszy! Będzie to świetna okazja do zaprezentowania się szerszej publiczności, ale także nie lada gratka dla fanów zespołu, ponieważ repertuar podczas tego koncertu zawierać będzie nowe utwory z płyty "Fire Follow Me", której premiera już w maju.

Iggy zapytany o to, jak czuje się przed tak dużym koncertem odpowiada: "Super sprawa! Chętnie zagrałbym ze Slashem jakiś kawałek Gunsów. Myślę, że dobrze rozgrzejemy katowicki Spodek".  Jak pamiętamy, Anti Tank Nun  ma już na swoim koncie występy przed tak dużymi nazwami jak: Thin Lizzy i Accept.
Wyjazd na koncert do Katowic będzie przerwą w nagraniach nowej płyty Anti Tank Nun. 4 lutego drugim domem muzyków stanie się Studio Analiz w Szczecinie, spędzą tam około miesiąca rejestrując najnowsze dźwięki na płytę "Fire Follow Me". Wszystkie kompozycje są gotowe i jak zapewniają muzycy bedzie to nowe oblicze "Przeciwpancernej Zakonnicy". Ci, którzy mieli szczęście podejrzeć band na próbie potwierdzają, że szykuje się na prawdę mocne uderzenie, które zaskoczy wszystkich. Dowodem na to jest fakt, iż po raz pierwszy bedzie można usłyszeć Titusa w rockowo - metalowej balladzie!

Przypomnijmy: Anti Tank Nun zadebiutowali na polskim rynku w maju minionego roku wydawnictwem zatytułowanym "Hang'em High". Przez rok formacja podbiła serca sympatyków mocnych dźwięków, czego dowodem jest świetna frekwencja podczas trasy koncertowej promującej album debiutującej, jakby nie było grupy. Pracowity rok zaowocował wysokimi miejscami na rockowych listach, trzema teledyskami, wspomnianą już trasą koncertową, a co jest najistotniejsze: pozwolił muzykom na doskonałe dotarcie się w kwestiach muzycznych, dzięki czemu "Fire Follow Me" powstało we współpracy całego zespołu.
Kolejne wieści już wkrótce!

Aktualizacja: Z dobrze poinformowanego źródła wiem natomiast, że Anti Tank Nun nie będzie jedynym supportem podczas koncertu w Spodku. Należy więc czekać, zgodnie z zapowiedziami, na kolejne ogłoszenie, tym razem jednak zagranicznego zespołu, który przyjdzie do Katowic na zaproszenie Slasha.

Wydawnictwo Anakonda poinformowało na swoim profilu Facebookowym, że w marcu wyda książkę Paula Stenninga pt. "Slash. Rockowy Dom Wariatów". Po autobiografii wydanej w zeszłym roku, to kolejna pozycja poświęcona gitarzyście i wydana w języku polskim. Będzie to polskojęzyczny przekład wydanej w 2007 roku książki, w oryginale zatytułowanej: "Slash: Surviving "Guns N' Roses", "Velvet Revolver" and Rock's Snake Pit: Surviving "Guns N' Roses", "Velvet Revolver" and Rock's Snake Pit".

czwartek, 17 stycznia 2013

Grupa Adler zaczyna trasę koncertową.  Obecnie zapowiedziała jedynie dwa koncerty w Stanach Zjednoczonych, jednakże zespół planuje cały ten rok poświęcić na koncertowanie.

14 lutego zespół wystąpi w Vegas ( Vamp'd ), natomiast dzień później w Los Angeles w The Whiskey.
Kolejne terminy koncertów powinny pojawić się na stronie zespołu w ciągu najbliższych tygodni. Już teraz warto przypomnieć, że 7 i 8 marca grupa Adler razem z Loaded będzie grać dla Japończyków w Tokio.

14.02.- Las Vegas (USA)

15.02.- Los Angeles(USA)

7.03.- Tokio (Japonia)

8.03.- Tokio (Japonia)

Guns N' Roses już drugi rok z rzędu zostali wybrani przez czytelników ultimateclassicrock.com najlepszym zespołem koncertowym.

Trasa Gunsów z 2012 roku otrzymała 38% głosów i pokonała m. in. Kiss / Motley Crue, którzy zebrali 29% wszystkich głosów, Slash (7%), Journey / Loverboy / Pat Benatar (6%), Van Halen (5%), Rush (4%), Aerosmith / Cheap Trick (3%).

wtorek, 15 stycznia 2013
Rocker Axl Rose former frontman of legendary band Guns N' Roses seen wearing some strange clothes and carrying a walking stick while leaving from the Sunset Towers in Hollywood.Do czasu wywiadu telewizyjnego u Jimmy'ego Kimmela, Axl Rose niechętnie pojawiał się publicznie. Wczoraj fanów obiegła wiadomość, że frontman zespołu był widziany podczas 70. rozdania nagród Hollywoodzkiego Stowarzyszenia Prasy Zagranicznej, znanych lepiej jako Złote Globy. Towarzyszyła mu Sasha Volkova.Rocker Axl Rose former frontman of legendary band Guns N' Roses seen wearing some strange clothes and carrying a walking stick while leaving from the Sunset Towers in Hollywood.
czwartek, 10 stycznia 2013

Kilka miesięcy temu, dziennikarka Leslie Michele Derrough, przeprowadziła dla magazynu Glide bardzo obszerny wywiad z Konspiratorami. Na pytania odpowiadała cała sekcja rytmiczna zespołu, czyli basista Todda Kerns, perkusista Brent Fitz oraz gitarzysta Frank Sidoris. W rozmowie jest dużo humoru i wiele ciekawostek, zapraszam do lektury.



Może na początek powiedzcie, jak to się stało, że znaleźliście się w zespole Slasha?
Brent: Sprowadza się to do przypadkowego telefonu...
Todd: Jeju, to będzie krótka odpowiedź, naprawdę zwięzła. "Dzwoni telefon. Ja. W zespole. Koniec rozmowy"
Brent: Oczekiwałaś czegoś więcej? [do dziennikarki]
Brent: Dobrze, ktoś zadzwonił i powiedział, że Slash szuka nowych osób do zespołu. Najwyraźniej jacyś ludzie polecili mu mnie.
Todd: I potem Slash zadzwonił do niego.
Brent: I wtedy zadzwonił do mnie Slash.
Todd: Ja znalazłem się w zespole, bo Brent tam był. Napisał do mnie któregoś dnia, "Slash ma teraz w zespole człowieka z Winnipeg!". Dwa tygodnie czy miesiąc później...
Brent: Jammowaliśmy z innym basistą tylko przez kilka dni. To był Slash, Bobby Schneck, ten basista i ja. Myles'a wtedy jeszcze tam nie było. I miałem wrażenie, że Slash nie jest zadowolony z tego, jak to wygląda.
Todd: Nie czuł chemii.
Brent: Slash czuł, że będziemy musieli zmienić basistę. Nie sądzę, żeby miał wtedy w głowie jakieś sensowne zastępstwo, ale ja mu je dałem i dzieki Bogu spodobało mu się. "Mam znajomego, który byłby świetny." Nie chciałem odpowiadać za Todda, ale...
Todd: Proszę, odpowiadaj! Opowiadałem to jej już wiele razy (śmiech). Tak, pojechałem następnego dnia, pojammowaliśmy i tak już to trwa, za chwilę minie trzeci rok.
Frank: I po latach trwania zespołu, chłopaki rozstali się z gitarzystą rytmicznym i nagrali album. Następnie Brent tak jakby zaprosił mnie na przesłuchanie. Więc poleciałem do ich studia aż z Toronto, gdzie akurat byłem w trasie z moim zespołem. Potem zrobiliśmy przesłuchania i cztery dni później dostałem telefon od Slasha, i oto jestem.

Co Was zaskoczyło w Slashu, kiedy go poznaliście i zaczęliście z nim grać w zespole?
Todd: Najbardziej zaskakującą rzeczą jest teraz, a w zasadzie kiedy podłączyłem gitarę na przesłuchaniu, że coś mi się w nim nie zgadzało. Patrzyłem na niego i nie wiedziałem o co chodzi. Rozwiązanie tej zagadki zajęło mi dużo czasu - on nie pali! Jest zdrowy i od dawna czysty. Także to było, może nie szokiem, ale na pewno niespodzianką. Spodziewałem się, że jest palącym i pijącym imprezowiczem, ale nie. Wszystko robi na lajcie. Zaskoczyło mnie również, jak bardzo spoko jest Slash. Zdecydowanie nie jest dupkiem.
Frank: Nie było szczególnego zaskoczenia, ale zauważyłem, że wielu moich ulubionych gitarzystów jakby się zatrzymało. Nic do nich nie mam, ale czuję jakby naprawdę...
Todd: Po prostu robią co robią.
Frank: Dokładnie. To trochę tak, jakby osiągnęli pewien poziom i mieli już wszystko w nosie, wypalili się. Jednak Slash nie jest jak oni i powód, dzięki któremu okupuje pierwsze miejsca w radiowych listach przebojów, to ciągłe ćwiczenie.
Todd: Ciągle się uczy różnych rzeczy.
Frank: Tak, nonstop, to jest niesamowite. Teraz jest lepszy niż kiedykolwiek wcześniej, ponieważ ciągle ćwiczy. Strasznie mi to imponuje. Wszedłem kiedyś na scenę i doszedłem do wniosku, że wcale nie musi ćwiczyć. To jest tak, że on już osiągnął poziom, w którym jest wspaniały, ale on siedzi od soundchecku do występu i cały czas ćwiczy. A potem jeszcze w hotelu! To jest ciągłe samodoskonalenie i widać to bardziej niż kiedykolwiek wcześniej. Mówię, "patrzcie na niego, jest lepszy niż kiedykolwiek wcześniej".
Todd: To imponujące.
Brent: Myślę, że Slash traktuje to, jak wyzwanie dla siebie, aby stać się lepszym. On nie zaprząta sobie głowy innymi, nie zastanawia się co inni robią. "Muszę być lepszym gitarzystą" - to jest jego życiowy quest.
Todd: Wszyscy kochamy sposób, w jaki gra, więc dlaczego mielibyśmy się przejmować jeżeli robi coś nowego. Ale kiedy Slash naprawdę robi coś nowego, wszyscy mówimy "wow". I gdyby został tak dobry na zawsze, to też nie mielibyśmy nic przeciwko.

Która piosenka była najtrudniejsza do nauczenia się?
Todd: Szczerze mówiąc większość piosenek Guns N' Roses jest dla mnie i Brenta instynktowna, bo to część naszego DNA. Jedyną trudną rzeczą było uczenie się utworów, których nigdy wcześniej nie słyszałem. W tamtym czasie pierwszy solowy album Slasha jeszcze nie miał swojej premiery, więc uczyłem się tych piosenek z marszu. Pierwszego dnia było coś w stylu "Ok, to jest By The Sword. Tak to leci." Ale trudność wynika tylko z tego, że slyszysz coś po raz pierwszy. Same utwory nie były trudne do grania, ale musiałem także śpiewać chórki, które wcześniej nigdy nie były śpiewane, albo w ogóle brane pod uwagę. Było mnóstwo tego typu rzeczy.
Frank: Dla mnie nie było szczególnej piosenki, która sprawiałaby mi trudność. Większym wyzwaniem było nauczenie się wszystkich piosenek w tak krótkim czasie. Oczywiście zrobiłem co trzeba, ale znowu, te piosenki GN'R. To jest zabawne, bo partie Izzy'ego nie są tak oczywiste, wiesz o co chodzi. Wszystkie są tak jakby niedoścignione, to czynie je świetnymi, ale...
Todd: To jest ta trudna część. Nie, żeby były trudne do grania, ale są bardzo unikalne.
Frank: I to nie jest tak, że chciałem po prostu się ich nauczyć i już. Zależało mi, aby oddać honor tym wspaniałym utworom i grać swoje partie, tak jak należy. Główną trudnością było jednak po prostu uczenie się pięćdziesięciu utworów.
Brent: Dokładnie, bo musiałaś się nauczyć set, który właśnie dostałaś. Mieliśmy wtedy jeden występ, a to były piosenki, których musiałaś się od razu nauczyć. Ale nie zapominajmy, że my już znaliśmy cały wachlarz utworów, więc Frank naprawdę musiał przyspieszyć.
Frank: GNR, Velvet Revolver, Snakepit, pierwszy album solowy i oczywiście Apocalyptic Love, którego wcześniej nie miałem okazji usłyszeć.
Todd: I jeszcze jedna rzecz. Slash nawet jak Ci powie "to jest set na dzisiaj", to i tak zanim pojawisz się na scenie, zawsze uzupełni "wyrzuciłem to, dodałem tamto..."
Frank. Podczas koncertu w Biloxi było coś w stylu: "Chcecie zagrać Missisippi Queen?" Nie ma problemu. Później "Gramy Stranglehold?" Ok. "Communication Breakdown"? Spoko. I myślę, że sprawia mu to przyjemność.
Todd: Szczerze mówiąc, to nie sądzę, aby wcześniej mógł robić dużą część tego co teraz. Ciężko jest zebrać grupę ludzi z nastawieniem "Zróbmy to!".
Frank: Dosłownie, w drodze na koncert kilka dni temu było coś w stylu, "Chłopaki, chcecie zagrać Carolinę?" To jeden z bonusowych utworów, którego nigdy wcześniej nie graliśmy. Nie zastanawiałem się nad tym w ogóle, bo doszedłem do wniosku, że nie będziemy tego grać. I dosłownie pięć minut przed rozpoczęciem koncertu widzimy na kartce z setem "Carolinę", zagraliśmy ją i teraz często jest w setliście.
Brent: Prawdopodobnie nigdy nie zagraliśmy jednakowego setu dwa razy pod rząd na przestrzeni prawie trzech lat.
Frank: Zrozumiałem, że mamy w secie miejsce w stylu dzikiej karty. Są piosenki, które zawsze gramy, jak "Sweet Child O' Mine" oraz te, których nie gramy. Później są jednak takie utwory, które wiemy, że zagramy tego dnia, a kolejne następnego i tak dalej...
Todd: Zawsze dobrze się czuję, widząc, że na widowni są ludzie, którzy mogą usłyszeć inne piosenki na każdym koncercie

Kiedy nagrywaliście nowy album "Apocalyptic Love", Todd wspomniał, że od "You're a Lie" dostaje gęsiej skórki. A jak jest z wami chłopaki? Który numer wywołuje u was taką reakcję?
Brent: Lubię chorus w "Standing In The Sun". Kiedy po raz pierwszy muzyczne partie połączyliśmy z melodią, myślałem sobie "Cholera, Myles robi coś naprawdę fajnego". Właśnie od tego dostałem gęsiej skórki.
Todd: Większość czasu jesteśmy bardzo pochłonięci pracą nad muzyką. Zupełnie jakby nasza trójka siedziała w mrocznych "muzycznych kopalniach", a Myles ciągle przychodził, zasypywał nas i odchodził. Wtedy rozmawiamy "wow, więc tak to brzmi!"
Brent: Ale i tak to jeszcze się nie układało, zanim nie zagraliśmy, a potem Myles nie zaśpiewał. W sumie dalej nie wiemy jak to działa. Znaliśmy melodię, którą sprawdzaliśmy na próbie razem z Myles'em, ale on ciągle udoskonalał to, co chciał powiedzieć przez słowa i niektóre rzeczy się zmieniły. Nawet na samym końcu prac z danym utworem, byłem miło zaskoczony słysząc nasze dzieło z dogranym wokalem. Myślałem sobie, cholera - teraz ta piosenka jest kompletna. I właściwie większość tych piosenek sprawia, że mam gęsią skórkę. Dzieje się tak z całą płytą, bo oczekiwałem, że będzie świetna, ale w wielu miejscach przekroczyła moje oczekiwania.

Mówiąc o tekstach Myles'a, jaki miały one wpływ na Was?
Todd: To zabawne, razem z Myles'em zwykliśmy jeździć wspólnie do studia każdego dnia i zawsze rozmawialiśmy o tym, bo chłopak ciągle o tym myślał. Biedak miał nawet lekką obsesję na tym punkcie. Był taki mały pokój na górze, Myles mógłby tam wiekami siedzieć, pisać teksty, zmieniać je i w kółko o nich mówić - "Czy to jest lepsze niż tamto?" Wierzę, że wrodzone instynkty są przeważnie najlepszą drogą do osiągnięcia celu, ale nie ma nic złego w przystosowywaniu tej drogi, więc wiele razy utwory miały zmieniany tekst. Dużo jednak o tym rozmawialiśmy i wiele tekstów na płycie, opowiadają o ekstremalnych okresach w naszych życiach. "Not For Me", "Hard & Fast", "One Last Thrill" - wszystkie opowiadają coś w stylu "Kiedyś robiłem okropne rzeczy, ale dałem już temu spokój." albo "Teraz już daję radę." To były niekończące się rozmowy z Myles'em o rzeczach, które w jakimś stopniu dotknęły trzech z nas.

Zupełnie jakby na początku nie był przekonany w swoje teksty.
Todd: To nie jest kwestia przekonania. Chodzi bardziej o stawianie sobie wyzwań, wiesz o co chodzi. Myles napisał mnóstwo świetnych piosenek, zarówno dawno temu w Mayfield Four, później w Alter Bridge czy teraz z nami. Jak artysta, który ciągle chce prześcignąć samego siebie. Teksty potrafią być jednak bardzo zdradliwe, więc musi być ostrożny.
Brent: Myles otwarcie przyznał, że to była ciężka do napisania płyta.
Todd: Opowiadał, że chyba nawet najtrudniejsza, ale również - z jakiegoś powodu - najważniejsza dla niego.
Frank: I wiesz, fani GNR ciągle porównują go z Axlem.

Jednym z moich ulubionych utworów na płycie jest "Bad Rain".
Todd: (zaczyna śpiewać) To była jedna z pierwszych trzech piosenek, które nagraliśmy.
Brent: Pierwsza! To była pierwsza nuta, którą umieściliśmy na taśmie. "Bad Rain", następnie "Standing In The Sun" oraz "Halo".
Frank: Jeszcze wracając do gęsiej skórki - u mnie wywołuje ją "Halo". Melodia jest niesamowita, kocham to.

Jakiej piosenki jeszcze nie mieliście w secie, a chętnie byście ją zagrali?
Frank: Zostały tylko "Bad Rain" oraz "We Will Roam".
Todd: Serio?
Frank: Zgadza się. I to jest kolejna fantastyczna sprawa - płyta została nagrana do grania na żywo i została nagrana na żywo.
Todd: Przeważnie kiedy jakiś zespół robi płytę jak ta, to z reguły na żywo gra z niej tylko kilka utworów.
Frank: Ile zespołów właściwie zagrało na żywo całą płytę? Nigdy wcześniej tego nie widziałem.
Todd: Nie gramy całej płyty na każdym koncercie...
Frank: Ale w trakcie całej trasy. To niesamowite, bo krok po kroku zagraliśmy prawie wszystkie.
Todd: Także te bonusowe.
Frank: Zawsze lubiłem "Crazy Life", to mój kolejny ulubiony utwór.
Brent: I "Far and Away" zagraliśmy tylko akustycznie.
Todd: Ta, mieliśmy akustyczny koncert.
Brent: I to był pierwszy występ Franka.
Frank: Dokładnie, mój pierwszy występ z zespołem był podczas Guitar Center Sessions.

Jakieś utwory GNR lub Velvet Revolver, które chcielibyście zagrać?
Todd: Ciągle staramy się przekonać Slasha do zagrania materiału z "Use Your Illusion", ale gramy jedynie "Civil War". Szczerze mówiąc nie troszczymy się o wracanie do przeszłości. Jeżeli Slash będzie chciał zagrać coś nowego, to zajebiście. Jako fan zawsze jestem szczęśliwy mogąc grać te utwory.
Frank: Zagraliśmy wiele piosenek z AFD.
Todd: Tak, dodaliśmy "You're Crazy" i "Out Ta Get Me" i w tym momencie gramy naprawdę niezłą część tej płyty.

Który koncert zapamiętaliście najbardziej, odkąd Frankie jest w zespole?
Todd: Myślę, że ten w Phoenix Theatre był świetny.
Frank: Właśnie miałem to powiedzieć, byłem w niezłym gazie.
Todd: To był pierwszy normalny koncert .
Frank: Zrobiliśmy Guitar Center, później Phoenix, Los Angeles, teledysk, występ u Jimmy'ego Kimmela i później cała trasa.
Todd: To też było godne zapamiętania, ale jeśli chodzi o same koncerty, to stawiałbym na Toronto i występy w Australii.
Frank: I jeszcze Download Festival, byłem w szoku.
Brent: Dzień Downloadu był ciężki. Nie mogliśmy się dostać na koncert, padało i był mocny wiatr. Gdy weszliśmy na scenę, zastanawialiśmy się, skąd do cholery przywiało ten deszcz.
Todd: Byliśmy headlinerem przed 80.000 publicznością.
Frank: To był jeden z tych dni, kiedy pogoda jest beznadziejna, korki ogromne, bardziej byliśmy skupieni na przeszkodach niż na koncercie. Ale kiedy tylko weszliśmy na scenę, wszystko minęło. To było zupełnie nowe otwarcie.
Todd: Są takie dni, że jak wchodzisz na scenę, to wszystko się zmienia. Boli cię gardło, albo walniesz się w stopę, gdy wychodzisz przed publikę i wszystko nagle znika. Dopiero po wystepie przypominasz sobie o tych rzeczach.
Brent: Tak działa adrenalina.
Todd: Powinni ją zabutelkować i sprzedawać, upijałbym się każdego dnia.

Co robicie w busie?
Todd: W busie? Zwykle graliśmy w Rock & Roll Trivia Game (quiz - dop.)
Brent: Żeby było jasne, Todd wygrywał każdą pieprzoną grę!
Brent: I to już nie była zabawa.
Todd: Wtedy większość czasu po prostu siedzimy i oglądamy filmy. To właściwie jedna moich ulubionych części dnia. Siedzisz, gawędzisz, oglądasz film, wcinasz coś i idziesz spać.

Zadam teraz kilka przyjemnych pytań. Jaki jest wasz ulubiony zespół we wszechświecie?
Todd: KISS, ponieważ to najlepszy zespoł we wszechświecie!
Brent: The Beatles, bo zainspirowali KISS
Frank: KISS, bo zainspirowali The Beatles (śmiech)
Todd: Frankie kocha Alice Cooper
Frank: I Led Zeppelin.

Muzycy, z którymi chcielibyście zagrać na scenie?
Todd: Paul McCartney.
Frank: To jest niezłe pytanie, chciałbym zagrać z Jimmy Page'em i John Paul Jones'em lub Davidem Bowie.
Brent: Don Henley.
Todd: W życiu bym nie zgadł, że to powie.

Ulubiona piosenka Ramones?
Todd: To się ciągle zmienia, ale powiem "Commando".
Frank: Nie jestem Toddem, więc...
Todd: Więc nie ma zajawki.
Frank: Słuchałem ich, gdy byłem młodszy, ale teraz lubię tylko hity więc "Flight Of The Bumblebee" (wszyscy się śmieją)
Todd: Wow, nigdy nie słyszałem ich wersji.
Frank: Słuchałem też "Sheena".
Todd: Ta jest dobra Możesz mówić co chcesz o Ramones, ale jest jeden powód, dlaczego te piosenki były tak popularne - są po prostu zajebiste. "Sheena" i "Judy Is A Punk".
Brent: "Beat On The Brat"
Frank: Kocham ją!
Todd: (śpiewa) To kolejny zespół jak KISS czy Led Zeppelin, gdzie pierwszy album jest ogromnym kawałkiem ich twórczości. To zawsze jest dobry znak.

Star Wars czy Star Trek? I ulubiony bohater?
Todd: Wybieram Star Trek, Kirk.
Frank: Myślałem, że jesteś bardziej w stronę Star Wars
Todd: Wszyscy tak myślą, ale to nieprawda. Drugą odpowiedzią byłoby Star Wars, Boba Fett.
Frank: Też powiedziałbym Boba Fett, jest zajebisty. Zawsze go lubiłem.
Brent: Han Solo.

Za kogo przebraliście się na Halloween?
Todd: Paul Stanley.
Brent: Ace Frehley, za każdym razem.
Frank: Ale w tym roku?
Todd: Sailor Moon
Frank: Myślę, że miałem naprawdę dobry kostium, ale niespecjalnie go pamiętam.
Todd: Aa, byłeś pieprzonym minotaurem! Albo nie minotaurem...
Frank: Centaurem. Moja dziewczyna przykleiła mi futro do spodni i nie nosiłem koszulki. To było słabe (wszyscy się śmieją)
Frank: Ale za dzieciaka przez sześć lat przebierałem się za Alice Cooper'a - niechętnie. Ale później już robiłem to chętnie.

Todd: Też byłem Alice Cooper'em w dzieciństwie.
Brent: A ja się nigdy tak nie przebrałem.

Pierwsza rockowa miłość?
Frank: Kochałem Joan Jett.
Todd: Też miałem powiedzieć Joan Jett.
Frank: Jeśli chodzi o "nowsze", to powiedziałbym Allison Mosshart z zespołu The Kills.
Todd: Moje pierwsze prawdziwe zauroczenie to Pam Dawber z Mork & Mindy (śmiech). Przysięgam, ale to nie jest do końca rockowa miłość.
Todd: Debbie Harry albo Joan Jett.

Frank: Na pewno Debbie.
Brent: Myślałem, że miałem chwilę z Pat Benatar.
Todd: Pewnie, kto by nie miał.

Największa rock & rollowa pamiątka, jaką posiadasz?
Todd: Mam maszynę do pinballa w stylu KISS
Frank: Mam prawdziwy miecz Alice Coopera z 1973 roku z trasy Billion Dollar Babies.
Todd: To całkiem niezłe.

Brent: Mam pałki perkusyjne Neil'a Peart.

Najbardziej niesamowite gitarowe solo, jakie kiedykolwiek słyszałeś?
Todd: Pierwsze do głowy przychodzi mi "Heartbreaker" od Led Zeppelin.
Brent: "Eruption" Eddiego Van Halen'a.
Frank: Ciężkie pytanie, ale muszę powiedzieć "Brighton Rock" zespołu Queen.

Co według Was Slash myśli, że teraz robicie?
Brent: Myśli, że siedzę z dwudziestoma nowymi przyjaciółmi. W każdym mieście zawsze spotykam się z dwudziestoma znajomymi.
Frank: Pewnie myśli, że oglądam soundcheck Foxy Shazam (śmiech).
Todd: Pewnie myśli, że piję kawę, bujam się z Brentem, albo oglądam Foxy Shazam.

A jak myślicie, co teraz robi Slash?
Todd: Gra na gitarze.
Frank: Gra na gitarze, gwarantuję.
Brent: Na pewno gra na gitarze.

Co chcecie robić w 2013?
Todd: Mamy teraz wiele planów, lecimy niedługo do Ameryki Południowej, później do Indii i w ogóle.
Frank: Myślę, że to się dopiero wyklaruje. Na ten moment wszystko pędzi bez hamulców i jest naprawdę dobre. Nie wiem co się wydarzy, ale jestem po prostu szczęśliwy, że się tu znajduję.
Brent: Nie mamy czasu na sprawy osobiste.
Todd: Prawda. Sen, potrzebuję snu (śmiech).
Brent: Myślę, że jesteśmy "zamknięci". Tak naprawdę jesteśmy zamknięci przez niezły kawał czasu. Nie sądzę, aby nasze życie osobiste było teraz albo przez następne miesiące priorytetem. Ale zobaczymy...
Todd: Ostatecznie zaczniemy rozmawiać o kolejnym rozdziale, w zależności od projektów każdego z nas. Na przykład zajęcia taneczne, na które chodzę (wszyscy się śmieją).

środa, 09 stycznia 2013

Oficjalny "lyric video" do „Good To Be Bad”, piosenki zespołu ADLER, założonego przez ex-perkusistę Guns N' Roses Stevena Adlera, można obejrzeć poniżej. Utwór, który cechuje obecność różnych gości, takich jak Rob Zombie czy John 5, pochodzi z debiutanckiego albumu grupy ADLER „Back From The Dead”. Płyta została nagrana w Los Angeles z producentem Jeffem Pilsonem i zmiksowana przez Jaya Rustona. Składa się ona z 11 kawałków, zaczynając od naładowanych adrenaliną („Back from the dead” . „One Worst Enemy” , „Another Version Of The Truth”), poprzez rockowe hymny („Good To Be Bad” , „Blown Away”) kończąc na chwytających za serce balladach („Waterfall” , „Just Don't Ask”). Album zawiera gościnny występ kolegi Stevena z zespołu Guns N' Roses – Slasha.

Grupa ADLER składa się ze Stevena Adlera (ex-GnR), frontmana Jacoba Buntona (LYNAM, MARS ELECTRIC), gitarzysty Lonny'ego Paula (ADLER'S APPETITE) oraz basisty Johnny'ego Martina (CHELSEA SMILES).

Na temat udziału Johna 5 w „Good To Be Bad” wypowiedział się Lonny: „Żona Johna 5 oraz żona Stevena znają się, więc Steven zna Johna i zagadał do niego: „Hej, nagrywamy płytę. Chcesz przyjść i zagrać coś?” John usłyszał „Good To Be Bad” i stwierdził: „Wchodzę w to.” Przyszedł i praktycznie za pierwszym razem udało się nagrać. Poza grą na gitarze zrobił jeszcze parę rzeczy z piosenką. Nie możemy być szczęśliwsi w związku z jego robotą.”

sobota, 05 stycznia 2013

Nawet po tych wszystkich latach, nadal nie ma nic podobnego do koncertu GNR.

2012 był świetnym rokiem dla zespołu. Po pierwsze, w marcu, GNR zainicjowało „przejęcie LA“. Dali 3 niesamowite koncerty w kultowych arenach Los Angeles, wliczając w to The Palladium, The Wiltern i House of Blues na Sunset Strip. Na widowni zasiadły takie osobistości jak Charlie Sheen, Wiz Khalifa czy Amber Rose, ale prawdziwymi gwiazdami byli członkowie zespołu.

DJ Ashba, Richard Fortus i Ron „Bumblefoot“ Thal, szaleją po gryfach z dziką wirtuozerią, Tommy Stinson dudni punkowym basem. W tym samym czasie Frank Ferrer bębni, niemal łamiąc skalę Richtera. Oczywiście nie możemy zapomnieć o Dizzym Reedzie i Chrisie Pitmanie, którzy wprowadzają klasyczną elegancje podczas „Estranged“ i industrialną agresjęna „Shackler’s Revenge“.

Axl Rose stoi u steru tego dobrze naoliwionego rock’n’rollowego potwora, który przypomina Godzillę dziesiątkującą południową Californię. Rose brzmi wręcz niewiarygodnie, kiedy wkracza z hitami takimi jak „November Rain“ czy „You Could Be Mine“. Jego charyzma pozostaje legendarna kiedy zdobył widownię 3 noce pod rząd. Co wieczór udawali się z nim w 3-godzinną podróż i błagali o więcej, mimo sztywnej setlisty.

Po zdobyciu LA, grupa przeniosła swój kopiacy tyłki show do Las Vegas, The Joint at the Hard Rock Hotel. Po wizycie u Jimmy’ego Kimmela, Rose dostarczył bilety na koncerty dla wszystkich, którzy zasiadali na widowni programu. Przez cały listopad, Gunsi zachwycali publicznosć wszystkim, począwszy od Rose’a bujającego nad publiką podczas „November Rain“, przez pirotechnikę „Mr Brownstone“, aż do seksownych tancerek. Wieczory w Vegas były dokładnie takie jakie powinny być wieczory w Vegas, a może nawet lepsze.

GNR zakończyło rok historyczną wizytą w Indiach. Mimo obejrzenia zespołu już kilkanaście razy, nadal odczuwa się, że to dopiero początek nowego etapu. Nie ma drugiego takiego miejsca jak dżungla pod rządami Axla Rose’a i nigdy nie będzie. Dlatego mianujemy GNR najlepszym koncertowym zespołem 2012 roku.

 
1 , 2